Rok szkolny w Niemczech z AFS – Program Wymiany Międzykulturowej Polsko-Niemiecki Program Wymiany Młodzieży
Jeszcze są wolne miejsca na 2009 http://www.afs.de/content/view/100/123/
Rok szkolny w Niemczech to program wymiany edukacyjnej, który pozwala młodzieży (w wieku 15-18 lat) spędzić rok w szkole w Niemczech, nawiązać kontakty z rówieśnikami oraz mieszkać przez czas trwania programu z niemiecką rodziną. Bliższe informacje : http://www.fund.pl/miedzynarodowe/rokszkolny.php
Z programu tego skorzystało już kilku uczniów naszej szkoły.
Jeśli interesują Cię ich wrażenia lub jesteś zainteresowana/y wyjazdem - przeczytaj:
Paweł Szmygin (2003/2004)
Sandra Iwańska ( 2003/2004)
Grzegorz Flis ( 2005/2006)
Tomasz Dolecki ( 2006/2007)
W tym roku szkolnym wyjechał do Niemiec Tomek Dolecki.
Paweł Szmygin - 6.11.2004
(2003/2004 , grupa G II)
Szanowna Pani,
otrzymałem Pani list z prośbą o przybliżenie procesu weryfikacji i selekcji przeprowadzanej przed wymianą szkolną.
Na wstępie musze przypomnieć, że przed moim wyjazdem nie miałem nigdy kontaktu z organizacja AFS i moja relacja oparta jest tylko na moich doświadczeniach, także nie chciałbym generalizować. O możliwości wyjazdu dowiedziałem się w Państwa szkole. Jednak, moim zdaniem rozpowszechnieniu tej wiadomości przekazano nieco za mało uwagi. Moja szybką reakcję zawdzięczam rodzicom, którzy od dawna uczulali mnie na szukanie okazji wyjazdu na wymianę. Czasu na złożenie dokumentów było naprawdę mało - 5 dni, 5 dni na napisanie listu motywacyjnego po angielsku lub niemiecku, autoprezentacji po polsku, wypełnienie wstępnego formularza oraz, co najważniejsze, podjęcie tak ważnej decyzji. Jak się później okazało, na tym etapie jeszcze nikt nie odpadał. Po 2 tygodniach dostałem zaproszenie na 3-dniowe spotkanie w siedzibie polskiego AFS-u, celem wyłonienia z grona 40 osób, 8 kandydatów na miejsca stypendialne.
Eliminacje wspominam bardzo dobrze. Była to po prostu fajna zabawa zorganizowana przez wolontariuszy z Polski i Niemiec. Ani przez chwile nie odczułem presji związanej z „selekcją". Dla ludzi zainteresowanych daję szczerą radę - w kąt należy wyrzucić młodzieńczą butę i hasła typu „jadę tam tylko dla dobrej zabawy, wcale mi nie zależy, będę sobą" itp. Ja - od początku do końca starałem się być aktywnym, uprzejmym i w miarę możliwości pokazać swoje najlepsze strony. Naprawdę, nawet takie drobiazgi jak przepuszczanie pań w drzwiach dużo znaczy i jest zauważane. Wiele osób może zdziwić fakt, ze nikt nie sprawdzał naszej znajomości niemieckiego. Wychodzono z założenia, ze język jest tylko narzędziem, które każdy zdobędzie już w Niemczech, Wiem, ze zabrzmi to nieskromnie, ale ważniejsze było mieć cos do powiedzenia.
By proces weryfikacji zrobić jak najmniej bolesnym, wyniki dostaliśmy dopiero parę tygodni po spotkaniu. Wraz z potwierdzeniem mojego udziału, dostałem 14 stron dokumentów do wypełnienia. Oprócz standardowych formularzy tożsamościowych oraz lekarskich, były jeszcze pytania o preferencje dotyczące rodziny, nawyki żywieniowe, sposoby spędzania wolnego czasu, kontakty w rodzinie, itp. Do formularzy należało dołączyć opinie wychowawcy, zgodę dyrektora szkoły, opinie lekarza rodzinnego, bieżący spis ocen, list do rodziny goszczącej oraz plakat ze zdjęciami. To wszystko było bardzo pracochłonne ale, z tego co wiem, były to tylko formalności i na tym etapie już nikt nie odpadł.
W czasie wakacji odbyło sie jeszcze jedno 5-dniowe sympozjum z wolontariuszami AFS-u, podczas którego zapoznaliśmy się z podstawowymi informacjami dotyczącymi kultury, historii, gospodarki Niemiec oraz problemami jakie mogą wystąpić w rodzinie i sposobami ich rozwiązywania.
Do Niemiec przyjechałem 3 września pociągiem. Moja rodzina Miilier mieszka w północno-zachodniej części Berlina - osiedle Hermsdorf. Na początku zgłosili się tylko na miesiąc, ale jako, ze nasze kontakty układały się bardzo dobrze, postanowili zatrzymać mnie na cały rok.
W mojej rodzinie jest 5 osób: tata - Wolfgang, urzędnik państwowy; mama Ruth - gospodyni domowa oraz trojka dzieci Marc (20), Eric (17) i Jenny (15). Cała trójka chodzi do tej samej szkoły co ja - Romain Rolland Oberschule. Jest to odpowiednik polskiego iiceum. Wszyscy są naprawdę bardzo mili. Dostaję mnóstwo prezentów, chodzimy razem na zajęcia dodatkowe, do restauracji, na koncerty. Niestety tak dobra sytuacja rodzinna jak moja nie jest regułą. 1 z 8 osób, które przyjechały razem ze mną już zmieniła rodzina. Nie przeżyłem tu żadnego szoku kulturowego, o jakich opowiadają moi bracia, którzy byli w Ameryce Południowej. Ludzie są tu aktywniejsi, nieco bardziej otwarci i życzliwi, ale czasami faktycznie do bólu biurokratyczni i stanowczy.
Pod względem językowym radzę sobie całkiem dobrze. Państwa szkoła dala mi naprawdę bardzo solidne podstawy, a przecież byłem całkiem przeciętnym uczniem.
W krytycznych sytuacjach używam angielskiego oraz najskuteczniejszego języka gestów i onomatopei.
W razie dalszych pytań proszę do mnie pisać. Życzę wytrwałości i powodzenia w nowym roku szkolnym.
Z poważaniem Paweł Szmygin
Sandra Iwańska - 4.11.2004
Dzień dobry,
dziękuje bardzo za pozdrowienia i zainteresowanie. Każdy znak z Polski jest dla mnie tu niesamowicie ważny, nie żałuje podjętej decyzji, wręcz przeciwnie, juz myślę niechętnie o powrocie do Polski, a przecież to jeszcze całe 8 miesięcy! a w odpowiedzi na Pani punkty, napisałam krótkie notatki, bardzo serdecznie proszę zachęcać zainteresowanych! to naprawdę wspaniałe doświadczenie i oczywiście proszę bardzo gorąco pozdrowić Panią Kostkowską. Bo przecież gdyby nie ona to nigdy bym się tutaj nie znalazła! Dziękuję Pani serdecznie! Napisała Pani, że rozmawiała Pani z moją mamą "na prośbę uczniów", jakże mnie to mogło ucieszyć! nie ma nic wspanialszego od zainteresowania ludzi w moim wieku takim wyjazdem, a więc oto te odpowiedzi, myślę że nie są zbyt dobre żeby je od razu wywiesić na tablicy, więc w razie potrzeb proszę je zweryfikować i zmienić.
1. jak wyglądał nabór
nabór, to słowo kojarzy się zapewne wszystkim z rygorystycznym jury, wykuta na pamięć regułka. W drodze do Krakowa (tam odbywa się nabór kandydatów) byłam przygotowana do napiętej atmosfery i wszystkich tak nie lubianych przez młodzież formalności, po przybyciu na miejsce doznałam szoku, przywitał mnie wysoki chłopak w moim wieku, zaproponował cole i zaczai luźna rozmowę, jak pokazały kolejne dni, ten oto człowiek był członkiem tzw. "jury", bo tu nabór to obserwacja zachowań, nie interesuje tych ludzi czy mówisz po niemiecku czy nie. najważniejsze jest to, jaka/i jesteś. Kandydaci spędzają razem 2 bądź 3 dni z ludźmi z fundacji, razem śpią, jedzą, rozmawiają, główne decyzje są podejmowane na podstawie rożnych gier (można by to nazwać gier psychologicznych) które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się bezsensowne, ale są bardzo ważne dla osób wybierających, opierają się głownie na wymianie poglądów, dyskusjach, a to cale jury? składa się z osób które były w Niemczech lub w Polsce na wymianie, są to ludzie w wieku 18-19 lat, przyjaźnie nastawieni i otwarci, a wiec moja rada: chcesz być wybrany? bądź po prostu sobą!
2. na jakie elementy - przy składaniu papierów- należy zwrocie szczególna uwagę - wskazówki dla starających się o wyjazd
najlepiej skompletować wszystko od razu i nie dosyłać nic (nawet po ustaleniu z fundacja) po terminie, potem cos się może zagubić wśród reszty i szansę starającego się automatycznie maleją, jeżeli osoba stara się o stypendium, należy dokładnie się dowiedzieć jakie papiery są potrzebne i mieć je wszystkie pod ręka aż do wyjazdu (jeżeli na takowy się zakwalifikuje) to jest bardzo ważne bo stypendium to pokrycie 3/4 kosztów wyjazdu.- sam wyjazd kosztuje 1500€ (przynajmniej tyle kosztował jak ja wyjeżdżałam) list motywacyjny - który każdy ma obowiązek napisać - jest bardzo ważny, nie należy w nim "ubarwiać" rzeczywistości, oczywiście nie należy tez pisać ze jest się spóźnialskim i ze "moim hobby są walki z młodszym rodzeństwem", po prostu trzeba napisać to bardzo rozważnie, (sama nie wiem co jeszcze bo o "papierkowa robotę" zadbała moja mama :))
3. pierwsze wrażenia dotyczące domu w którym mieszkasz, szkoły do której chodzisz
osobiście trafiłam na wspaniałą rodzinę, mam 2 starsze siostry (normalnie powinnam mieć 3 ale najmłodsza jest teraz z tą samą fundacją co ja w Brazylii), jedna z nich była rok w Panamie więc całkowicie mnie zrozumiała i pomagała przy rozwiązywaniu wszelkich, pierwszych problemów, rodzice są otwarci i komunikatywni, oczywiście nie każdemu trafiają się od razu "dobre" rodziny, juz w tym roku jedna z moich koleżanek (jesteśmy rocznikowo razem na wymienię) zmieniła rodzinę, ale nie należy się tym załamywać!! statystycznie ponad polowa osób z wymiany zmienia rodziny, i niech nikt nie liczy na to że trafi do wielkiego miasta, oczywiście, że tak się często zdarza ale to nie reguła, ja mieszkam w miasteczku położonym ok 40 km od Frankfurtu nad Menem i nie marudzę. nawet w takim miejscu można wieczorem pójść do dyskoteki, czy do pubu ze znajomymi, pamiętajcie że tu życie jest inne. nieporównywalnie inne, a w szkole? najbardziej zaskoczyło mnie to że oni naprawdę maja odwrotnie oceny, każdy się uczył o tym w szkole ale ciężko jest żyć z tym na co dzień. Moja klasa składa się naprawdę z wspaniałych i otwartych ludzi, ale nie zdziwcie się, kiedy po około miesiącu zainteresowanie Waszą osobą zniknie, i jeżeli wcześniej się nie zaprzyjaźniliście z nikim, potem może być ciężko. Ja na szczęście już w pierwszym tygodniu znalazłam parę dobrych koleżanek, aha i możecie odetchnąć z ulgą - nikt nie będzie kazał Wam pisać sprawdzianów... ale tylko przez pierwsze 3 miesiące ;) a że najczęściej jest tak, że na koniec otrzymujecie normalne świadectwo, musicie się uczyć i odrabiać lekcje, w moim wypadku szkoła i rodzina na plus!
4. jak dajesz sobie radę językowo
Gdy tylko przyjechałam, moja siostra zabrała mnie na party do swojej koleżanki, od początku mówiłam że "ich spreche nur ein bißchen deutsch" ale po tym wieczorze moja siostra powiedziała: "manche deutsche sprechen deutsch schlimmer als du" i to uznałam za prawdziwy komplement. więc kto się uczy niemieckiego w Dethloff Deutschschule może naprawdę spokojnie wyruszać do naszych zachodnich sąsiadów, naprawdę! Niemcy aż nie mogli uwierzyć że tak dobrze nauczyłam się niemieckiego w szkole, no, co prawda "żywy" jeżyk w Niemczech jest troszeczkę inny niż ten wyuczony, szybko można się dostosować, ja już po miesiącu używałam niemieckich odzywek, no tak, z tą różnicą że ja jeszcze muszę uważać na bawarski dialekt ;)
5. czy polecasz taki wyjazd.
Oczywiście że tak!! ale tylko osobom które są w stanie uświadomić sobie jaka to dla nich szansa i nie zmarnować jej, no i że przyjmą do wiadomości iż to rok bez przyjaciół, bez rodziców i bez polskiego! Ja mimo wszystko zdecydowałam się na ten wyjazd, jak powiedział mój tata "rok w porównaniu do całego życia to jest nic" a taki rok w Niemczech, może dać o wiele więcej niż rok spędzany w polskiej ławce, znam ludzi którzy z ta fundacja polecieli do Kong Kongu, RPA czy Peru, również na cały rok, i również nie żałują! tu można spotkać niesamowitych ludzi (mój najlepszy przyjaciel pochodzi z Brazylii, i mimo barier językowych wspaniale się dogadujemy!), to naprawdę ogromna przygoda, oczywiście ma ona swoje minusy, ale z ta świadomością wsiadałam do autobusu, także, jeżeli sadzicie ze jesteście podjąć w stanie to wyzwanie to nie wahajcie się ani chwili, w moim komitecie Oliver, który był w USA powiedział: "Tak, dla nas wszystkich był to najwspanialszy rok w życiu, ale także najtrudniejszy", powodzenia!
Z gorącymi pozdrowieniami Sandra
Grzegorz Flis
rok szkolny 2005/2006
Dzień dobry!
Nazywam się Grzegorz Flis i rok szkolny 2005/2006 spędziłem na wymianie stypendialnej w Niemczech. Był to dla mnie rok pełen wrażeń oraz wielu nowych doświadczeń. W przeciągu tego roku poznałem wielu wspaniałych ludzi, zarówno Niemców jak i innych rówieśników, którzy tak jak ja, przyjechali na wymianę do Niemiec. Cały program mojego wyjazdu był nadzorowany przez fundacje im. Ks. Siemiaszki z Piekar pod Krakowem, która to fundacja tworzy złożoną strukturę międzynarodowej organizacji, czyli AFS-u. (www.afs.com www.afs.de).
Mój pobyt w Niemczech poprzedzony był spotkaniem wszystkich Polaków objętych programem w siedzibie fundacji w Piekarach. Następnego dnia po spotkaniu wyjechaliśmy na lotnisko w Katowicach i tak rozpoczął się mój niezapomniany rok…
Moje pierwsze wrażenie było niesamowite, gdyż zaraz po przyjeździe, zorganizowane było spotkanie, jeszcze na lotnisku, wszystkich osób biorących udział w spotkaniu. To tam spotkali się ludzie z ponad 60 Krajów, którzy mówili najprzeróżniejszymi językami. Wracając do moich odczuć, to chyba największy był strach. Strach przed nieznanym, aczkolwiek z drugiej strony wielkie podekscytowanie tym, co nadejdzie. Pod koniec drugiego dnia podróży już czułem zmęczenie tymi emocjami, a to był dopiero początek…
Myślę, że osobistych szczegółów nie ma co opisywać, gdyż każdy musiałby to przeżyć i zobaczyć jak to jest na własnej skórze. Ważnym aspektem mojego wyjazdu byłą nauka języka niemieckiego. W Polsce uczyłem się już tego języka, ale dopiero podczas tego wyjazdu, pobytu wśród osób mówiących non-stop po niemiecku, zdałem sobie sprawę z tego, ile już potrafię, a ile mi jeszcze brakuje, aby mówić dobrze po niemiecku. Nie zdawałem sobie nawet sprawy, że nawet najmniejsze zmiany akcentu potrafią zmienić sens zdania, które własnie zbudowałem. Jednak po prawie całorocznym pobycie, udało mi się opanować język tak, aby te różnice wychwycić. W moich postępach pomagała mi moja niemiecka rodzina, AFS, oraz przyjaciele ze szkoły w Niemczech. Niesamowite, jak szybko człowiek może nauczyć się porozumiewać w innym języku, będąc pośród ludzi innej narodowości. Osobiście udało mi się zaprzestać komunikacji w języku angielskim już po niespełna dwóch miesiącach. Po tym czasie mieszkania u niemieckiej rodziny mogłem już bez większych przeszkód komunikować się w ich ojczystym języku.
Jak już na początku wspomniałem, poznałem wiele osób, które były mi szczególnie bliskie podczas pobytu za granicą. Ludzi, których wspominam szczególnie, to głównie koordynatorzy i współpracownicy AFS-u, którzy zawsze spieszyli mi z pomocą, kiedy czegoś potrzebowałem. Bardzo ważną rolę odgrywała też rodzina, u której mieszkałem, gdyż to od niej uczyłem się niemieckich zwyczajów i gustów. Ze strony innych osób z wymiany spotkała mnie ich życzliwość oraz przyjacielskie nastawienie. Nawet zaskoczyła mnie pewna informacja, ponieważ okazało się, że jedna dziewczyna z USA jest bliską kuzynką mojej koleżanki ze szkoły w Lublinie. Było to bardzo miłe zaskoczenie.
Będąc w Niemczech poznałem wiele ciekawych miejsc, oraz mnóstwo niemieckich zwyczajów i tradycji. Udało mi się zobaczyć Frankfurt nad Menem, Hamburg, Berlin, Hannover i wiele innych, mniejszych i większych, miast i miasteczek. Podczas tej wymiany byłem nawet w Szwajcarii, dokąd zabrała mnie moja niemiecka rodzina.
Osobiście uważam ten wyjazd za niezwykle udany i dający mi wiele z życia. Zobaczyłem tyle wspaniałych miejsc, poznałem tak wiele wspaniałych ludzi. Przyznaje też, że byłą to szkołą życia, ponieważ dosyć nagła i długa rozłąka z rodziną nie jest łatwa, lecz dzięki temu właśnie mogłem poznać smak życia, nabrać większej śmiałości i pewności siebie. Z pewnością będę pamiętał ten rok do końca życia. Zaraz po powrocie z tego wspaniałego roku byłem w stanie dostać się na wysoki poziom do Dethloff Deutschschule. Mój postęp językowy mogę liczyć na poziomie 300%. Niesamowite, ile można osiągnąć w jeden rok będąc na wymianie…
Tomasz Dolecki - 22.11.2004
Mój rok w Niemczech 2006/07.
0. Eliminacje
Nie ma idealnego środka na udane seminarium przed wymianą. Najważniejsze jest, aby się otworzyć na ludzi i się nie bać. W Krakowie będziecie uczestniczyć w przeróżnych zabawach i warsztatach, ale nie wolno Wam się poddać bez walki. Całe seminarium jest po to, aby sprawdzić, czy potraficie pracować w grupie, bronić swoich racji i zdania. Czy jesteście nieśmiali, czy umiejętnie i śmiało zmieniacie otaczającą was rzeczywistość, biorąc los w swoje ręce. Trzeba się dobrze zaprezentować, ale nie dajcie się zwariować...
To tyle tytułem wstępu.
1. Moje życie w niemieckiej rodzinie
2. Szkoła
W Niemczech miałem możliwość uczęszczania do dwóch różnych szkół. Spowodowane było to zmianą rodziny. Warunki panujące w nich były zupełnie inne. Widziałem przez to krańcowo odmienne podejścia do nauki i człowieka. Pierwsze gimnazjum było typową zachodnią szkołą, gdzie wszystko idealnie dopracowano i przygotowano do potrzeb uczniów. Najważniejszą osobą w systemie edukacji był uczeń. Marzę o takiej szkole, ale ja nic nie mogę sam zmienić... Druga szkoła zaś to były realia bardziej zbliżone do polskich, gdzie pracowali starsi nauczyciele, którzy nie potrafili odpowiedzieć na wiele pytań, a ich sposób przekazywania wiedzy pozostawił wiele do życzenia. Od takich ludzi nie powinno się też wymagać tak daleko idącego i indywidualnego podejścia do ucznia, więc tam nie było już tak miło a nawet czasem trochę nudno. Jednak wszędzie gdzie byłem, znajdywałem miłych i życzliwych ludzi. W szkole nie musieliśmy się tak wiele uczyć, więc i my – uczniowie mogliśmy robić razem więcej rzeczy i częściej. Jeszcze do dziś wspominam wyjścia z przyjaciółmi na miasto i nocne przejażdżki rowerowe, czy ogniska nad rzeką... Bez przerwy coś się działo...
3. Zajęcia dodatkowe, na jakie uczęszczałem
Od początku miałem kurs językowy u pewnej Polki, która z wykształcenia była germanistką i uczyła w tamtejszej szkole języka niemieckiego. Równocześnie miałem w szkole treningi piłki nożnej i tenisa stołowego. Po dwóch miesiącach miałem już trzy razy w tygodniu przez osiem miesięcy wspinaczkę na ściance wspinaczkowej, bądź w górach i pod okiem wyszkolonych instruktorów. Pod koniec wymiany zaś doszła do tego jeszcze siatkówka plażowa. Nie można pominąć, że codziennie dojeżdżałem do szkoły i miasta na rowerze, co daje w sumie "dużo" km codziennie... Ogólnie mówiąc, miałem dużo do czynienia ze sportem i żyłem dość aktywnie.
4. Co wniosła wymiana w moje życie?
Z gorącymi pozdrowieniami
Tomasz Dolecki
SZKOŁY JĘZYKOWE LUBLIN
Z pozoru proste pytanie, ale tak w rzeczywiści trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Cały ten rok był ogromną odmianą w porównaniu do moich wcześniejszych lat. Na pewno mam trochę inne podejście do życia i wielu codziennych spraw. Widzę więcej możliwości i mam dużo różnych pomysłów na każdą wolną chwilę mojego życia. Jestem bogatszy o wspaniałe doświadczenie i to, co widziałem, czy przeżyłem jest tylko moje. Tego mi nikt nie zabierze. Poznałem wielu wspaniałych i szalonych ludzi, którym jestem na prawdę wdzięczny za całą pomoc, troskę i wspólnie spędzony czas. Mam wspaniałych przyjaciół w Niemczech i drugą swoja rodzinę! Z pewnością jestem teraz bardziej otwarty, odważniejszy i nie waham się ryzykować czy przed swobodnym wyrażaniem własnych opinii na dany temat. Mam więcej zaufania do ludzi i staram się żyć chwilą.
Ale to wszystko jest tylko „wierzchołkiem góry lodowej”, ponieważ teraz przez całe życie będę odczuwał i odbierał świat przez wymianę - inaczej – pozytywniej. Jest to wielka, niepowtarzalna i fantastyczna przygoda, której nie da się z niczym innym porównać – to trzeba po prostu przeżyć! Nie potrafię tego nazwać, więc nie będę nawet próbował, brak mi słów...
Dziękuję serdecznie za tę ogromną szansę i za moją wymianę. Było super! Naprawdę warto to przeżyć! Co nas nie zabije, to nas wzmocni!!! Ja chcę jeszcze raz!!!
Zaczęło się od tego, że mieszkałem w rodzinie, gdzie mój nowy tata umiał tylko dialekt bawarski, a nowa mama tłumaczyła mi wszystko na niemiecki. Umiała perfekcyjnie hochdeutsch i nie miałem żadnych problemów w porozumiewaniem się z nią. Miałem też dwójkę młodszego rodzeństwa: 12-letnią siostrę i 4-letniego brata. Mieszkałem zaś w pokoju starszej ich córki, która w tym samym czasie była na identycznej jak ja wymianie na Węgrzech.
Po dwóch miesiącach musiałem zmienić rodzinę (na szczęście tylko raz) ze względu na częstą nieobecność moich opiekunów. W drugiej rodzinie było zawsze wesoło. Moja nowa mama goszcząca była artystką i sportowcem, a tata lekarzem. Miałem dwóch braci (21 i 16 lat) i dwie siostry (18 i 13 lat).
Od początku wymiany, a byłem po poziomie 2A, potrafiłem się porozumieć po niemiecku z każdym, o ile nie mówił on w dialekcie. Wszyscy mi powtarzali, że mówię już dużo lepiej niż ktokolwiek w podobnej sytuacji. To znacznie ułatwiło mi start i nie miałem problemów z nawiązywaniem nowych znajomości. Ale to nic w porównaniu do tego, co umiem teraz. Wszędzie mnie zabierano ze sobą bym poznał świat i niemiecką kulturę.
W miarę upływu czasu zacząłem sam załatwiać wszystkie sprawy, co bardzo cieszyło moją rodzinę goszczącą. To właśnie życie codzienne stało się prawdziwym sprawdzianem moich umiejętności. Najłatwiej było się dogadać z moimi braćmi, gdyż wszystko robiliśmy wspólnie. Dobrze rozumieliśmy się i było po prostu wspaniale. Przez całą rodzinę goszczącą byłem traktowany tak samo jak ich dziecko. Właśnie z nimi byłem dwa razy na urlopie we Włoszech i towarzyszyłem im w najważniejszych momentach życia jak mistrzostwa województwa czy kraju w Bulderingu (wspinaczka bez asekuracji liną na niewielkiej wysokości). To było coś wspaniałego.
Na początku zastanawiałem się, jacy w ogóle są Niemcy, ponieważ te wszystkie stereotypy dają do myślenia, ale musze powiedzieć, że jak zawsze to tylko błędne uprzedzenia mniemające odzwierciedlenia w rzeczywistości. Oni są zupełnie tacy sami jak my. Różnimy się tylko językiem, kulturą i krajem a tak to niczym więcej. Niemcy są zawsze pomocni, uporządkowani, ale i nieraz spontaniczni. Z każdej sytuacji znajdą wyjście i żyją chwilą, co pomaga im czerpać z życia dowoli. Nigdy się nie nudzą i żyją aktywniej od nas